Blog > Komentarze do wpisu
EM AJ IWIL?

jes, aj em. zobaczyłem to w sarnim wzroku chłopaczka zbierającego podpisy pod kandydaturą marka jurka. że niby na prezydenta tego kraju umęczonego. ok, skończył 35 lat i ma obywatelskie prawa, to niech sobie startuje. wygranej jednak nie wróżę, nawet te sto tysięcy podpisów widzę jak przez mgłę, jeśli tacy nieustraszeni idioci je zbierają.

było tak. pociąg relacji głębokie podlasie ---> centrum kraju polska. skład ludzki w pociągu - pół na pół ludzie młodzi pędzący z radością ku cywilizacji i ludzie starsi, których wielka cywilizacja zasysa przymusem, lub też cywilizowane ich zdaniem miasto powiatowe wypluwa w kierunku domu. ludzie starsi przeważnie posługują się polszczyzną w wydaniu kargul-vs.-pawlak, bądź też popylają w czystym basicu (mówią, że to białoruski, ale białoruski to nie jest). to z kolei pozwala oszacować z grubsza proporcje wyznaniowe. skoro mnie się to udało, to nie mogło być aż tak trudne. i wtedy z miejsca obok wstaje ten chłopiec malowany, z przyrośniętą do rączki listą podpisów i zaczyna łamiącym się głosem namawiać kolejnych współpodróżnych do złożenia autografu.

babki w chustkach na głowach patrzą na niego tym samym zbaraniałym wzrokiem, co ja. dziaduszkowie w swetrach na skórzane guzy cmokają z dezaprobatą ukazując srebrne zęby. a chłopię malowane zaczyna się rozkręcać i przekonywać wyznawców prawosławia, by (chyba w myśl ekumenizmu) głosowali na pana jurka, "który jest gorliwym katolikiem, co to nie bał się z pisu wystąpić". słupki poparcia na podlasiu znikają doszczętnie, ci którzy nie wiedzieli kto to marek jurek, teraz już będą wiedzieli i dupa zbita.

słucham sobie tych nieśmiałych namów odparowywanych tłumioną niechęcią i czekam na swoją kolej. pragnąłem wymiany ognia, ostrzału moździerzowego, granatników, min, napalmu. a tu nic:
- a czy pana mogę prosić o podpisanie się pod kandydaturą pana marka jurka?
- nie.
i widzę te cielęce oczęta pełne strachu wynikającego z szybkiego przeskoku iskierki typu: "a jak on wie bardziej ode mnie kto to ten mój jurek cały jest?" chwila napięcia. próbuje jednak biednieńki:
- ale to do niczego nie obliguje...
- obliguje, obliguje. ja nie podpisując wyrażam swoją opinię na temat kandydowania pana marka jurka.
totalny potrzask, nie wiadomo co robić, ucieczka.

bo ja bym może nie zasnął, gdyby okazało się, że rękę przyłożyłem. fajnie byłoby nie brać odpowiedzialności za własne czyny, ale to se ne da. więc jak, kurwa, nie obliguje, jak obliguje? ja to mógłbym być adnotacją na tej liście: "taki to a taki, zdecydowanie odmówił złożenia podpisu na naszej liście panie jurku i powiedział, że jest panu przeciwny".

cała rozmowa urwała się tak szybko, że byłem mocno zawiedziony. to już pani świadek jehowy wykazała większą wolę walki. co prawda to było przez domofon. a przez domofon mam całkiem interesujący głos i nie widać mojej pogardo-blazy na pysku. gdy tylko widok ten sarnie oczy chłopięcia przekazały do jego mózgu, ten zarządził natychmiastowy odwrót. em aj iwil? jes aj em, w sarnich oczach.

czwartek, 06 maja 2010, krwawy.trzmiel
Udostępnij

Polecane wpisy

Udostępnij