Blog > Komentarze do wpisu
A TO PESZEK!

sam nie bardzo wiem jak to możliwe, ale byłem wczoraj z moją duszką na występie marii peszek w hard cocku. całkiem nie moje klimaty, nie ma tłumaczenia. jednak jako człowiek otwarty (nadal za takiego się uważam) nie mam wielkiego problemu z odsłuchem żywego grania. to zawsze jakaś wartość. no, prawie zawsze.

nie wiedziałem, że maria awaria ma takie silne zaplecze fanów. brawo. nabite było w środku niemożebnie. pot lał się szerokimi strugami. można było co prawda nabić miejsce jeszcze bardziej, gdyby wszystkie panie zostawiły torby w szatni. z szybkiej kalkulacji wyszło mi, że łączna powierzchnia zajmowana przez torby i torebki to 94 metry kwadratowe.

nie uznaliśmy się za wielce oddanych fanów, więc zajęliśmy miejsce z tyłu, tak by nie zostać stratowanymi przy ewentualnym pogo. dobra, poniosło mnie, ale nie do końca, bo okazało się, że najbardziej chętni do choreograficznych aktywności byli dwaj nachlani (naćpani?) jegomoście zaraz obok nas. połowę występu spędziłem z jednym z tych chuderlaków na plecach. nie wiem dlaczego tak usilnie na mnie właził, cóż może potrzebował kontaktu z drugim człowiekiem. postanowiłem łaskawie nie oblewać go piwem (za drogie), ani nawet nie zwracać mu uwagi (widziałem ile czasu zajęło barmance wytłumaczenie mu, że stoi w części baru, która nie jest obsługiwana). jego kolega ekstatycznie wykrzykiwał bezsensowne zbitki wyrazów, bądź też pohukiwał: "jou jou! ha ha! jou! o!". nie wiem jaki ma to sens, gdy stoi się kilometr od sceny, ale on widocznie odczuwał silny imperatyw zwerbalizowania swych głębokich przeżyć.

aaa, peszek maria, no właśnie. nie było słychać. a to chyba ważne, bo ponoć teksty znaczące i fajne. do mnie dotarło jedynie: "idę spać, kurwa mać", bardzo symboliczne, naprawdę do mnie przemówiło. potem już nie dałem rady wychwycić choćby jednej frazy z sensem, za co winę zrzucam na nagłośnienie oczywiście. fajny był motyw z przebierankami, nie powiem. trochę zbiło mnie z tropu country w momencie przywdziania przez artystkę indiańskiego pióropusza. ale ja się zawsze czepiam mało istotnych szczegółów. peszek jest scenicznym zwierzęciem i zapewne uzasadnionym będzie napisać, że w swojej konwencji daje czadu. nie jest to moja para kaloszy, z pewnością ominę wszelkie przyszłe okazje zobaczenia marii peszek na żywo, ale nie zrzygałem się. o żenadę zadbali jak zwykle fani, nie artyści, więc zaliczam im ten występ mimo oczywistego braku entuzjazmu z mojej strony.

ps. goście wpisani na listę (darmową) zajmowali ponad trzy strony formatu a4, każdy z nich miał różną ilość osób towarzyszących. to trochę mi objaśniło tajemnicę niemożebnego nabicia hard cocka.
środa, 23 czerwca 2010, krwawy.trzmiel
Udostępnij

Polecane wpisy

Udostępnij