Blog > Komentarze do wpisu
ŹLE. ZAWSZE I WSZĘDZIE.

wystrzelony z puszczy pociskiem autobusu szynowego, pędzącego tylko trochę wolniej niż słoneczny promyk dobiłem wieczorem do tak zwanej cywilizacji.

przywitały mnie deszcze niespokojne, potargany dziad, kałuże do kolan i ruchome płytki chodnikowe. dworzec wschodni ze zmienioną organizacją ruchu stał się dość wyzywającą zagadką logiczną z przeszkodami zdolnymi zadawać fizyczne straty.

lecę, pędzę z walizami przez krawężniki, dziury w asfalcie i psie gówna do autobusu linii wiejskiej. mokry jak kura podchodzę do kierowcy, który w cieple, z nogami założonymi na desce rozdzielczej swojej wypasionej fury czytał był prozę niezidentyfikowaną. pysznił się sandałami nałożonymi na stopy uzbrojone w beżowe skarpety 90 procent nylonu, pięć procent poliestru i pięć procent dziury. na pytanie o bilet skrzywił się tylko i leciutko pokręcił głową, ale tak z pół raza zaledwie, bym sobie nie pomyślał, że cokolwiek obchodzą go losy pasażerów, autobusu i całego zet-te-emu. no chuj, zdarza się, mógł wyprztykać się z biletów przez cały dzień jeżdżenia w kółko z wyrzyganymi przez kolejowy dworzec pasażerami ze wszystkich wiosek wschodu. po następnej odpowiedzi jednak chciałem już go mordować przy pomocy walizki na kółkach.
- za ile pan odjeżdża?
- tam jest rozkład - leniwie paluszkiem serdecznym mi wskazuje znad prozy smagany deszczem niespokojnym eksterior autobusu, gdzie dwadzieścia metrów dalej stoi znak przystankowy.
"o ty chuju zbolały" byłem w stanie w myślach wykrztusić jedynie i w tych samych myślach skakałem po zbolałego chuja truchle, rysując na wszystkich szybach jednocześnie nienawistne hwdztm, by przynajmniej wirtualnej ulgi jakiejś zaznać. wyszedłem pokornie z autobusu, przeczytałem rozkład, stwierdziwszy, że czasu jest w pizdu, poszedłem do innego autobusu i poprosiłem kierowcę o bilet. ten z uśmiechem zaczął się uwijać, po kieszeniach szukać drobnych, wydawać, prosić i dziękować. "dlaczego on nie może być taki jak tyyyyyyyyyy????????" chciałem zakrzyknąć uprzednio chwytając go za poły służbowej marynarki, ale się powstrzymałem i wróciłem do mojego karceru na kółkach.

a potem jak zwykle. na wileńskim dojebało dzikiego tłumu i w pewnym momencie zorientowałem się, że siedzę na walizce zamiast na fotelu, na głowie mej stoi plecak, a na kolanach przycupnął jakiś dziadek w berecie. człowiek ledwie się zdrzemnie a na efekty nie trzeba długo czekać. dwóch ledwie trzymających się na nogach młodzieńców w dresach zrobiło sobie z przodu pojazdu małpi gaj i jęło zwisać z autobusowych rączek niczym para radzieckich gimnastyków. obudzili się dwa przystanki za późno i z kurwą oburzenia na ustach katapultowali się zygzakami z pokładu.

po godzinie uroczej jazdy, wyrzucono mnie na błotnistym przystanku popod lasem, gdzie ciemność, straszność i przygnębienie potęgowane są przez wycie kundli i żon czekających na mężów w korkach uwięzionych.

"nareszcie w domu!" pomyślałem, i przyjąłem na twarz pięć litrów zimnej i brudnej wody kałużanej spod koła pędzącego do domu japiszona.
wtorek, 31 sierpnia 2010, krwawy.trzmiel
Udostępnij

Polecane wpisy

  • ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY!

    zazwyczaj to jest odwrotnie niż u mnie chyba. bo jak się nic nie dzieje, to się tego nie opisuje, za to jak się dzieje, to się ma o czym opowiadać, co nie? a tu

  • ŚLUB

    osiem dni, a opowieści na długie zimowe wieczory przez wiele lat. najpierw wspominany już koncert electric wizard. podróż cudowna, podróż niezwykła. tlk i bilet

  • EM AJ IWIL?

    jes, aj em. zobaczyłem to w sarnim wzroku chłopaczka zbierającego podpisy pod kandydaturą marka jurka. że niby na prezydenta tego kraju umęczonego. ok, skończył

  • Znowu

    byle jak się czuję. Na dworze zimno, deszczowo, a ja czuję się byle jak. Dlatego, wybaczcie, proszę, że nie mam dzisiaj nic do powiedzenia. Zwątpiłam w szczęści

  • Pechowa pogoda

    Prawdopodobnie nie ma co narzekać, patrząc na to co się dzieje w Europie i należy dziękować, że nas te powodzie ominęły, ale z czego tu się cieszyć, kiedy rozpo

Udostępnij