Blog > Komentarze do wpisu
CI ZZA BUGA - WYSTĄP!

byliśmy na ostatnim w tym roku weselu. stolica podlasia wita. na potężnym kacu, bo dzień wcześniej trzeba było przecież rozwiązywać praskie tajemnice i śródmiejskie zawiłości. tak czy inaczej sen zero, kac sto, z podróży nie pamiętam zbyt wiele. poza babą z wielką rośliną w przedziale i lechem bezalkoholowym w warsie.

moi znajomi z liceum to wszystko starsi, poważni ludzie. nie bardzo było o czym rozmawiać, nie było o czym tańczyć i o czym pić wódkę. mimo to rozmawiało się, tańczyło, piło i nawet całkiem przyjemnie czas nam ulatywał.

szukałem na sali szpiegów i bez trudu odnalazłem. didżej miał zaczeskę, starszy jeden kolo farbował się na czarno, a fotograf na burgund. wyobraźcie sobie, że wchodzą kolejno do banku wziąć kredyt. ja bym nie dał - na pewno coś ukrywają. bo zaczeska i farbowanie gorsze są od wąsów. pewnego dnia trzeba stanąć moi panowie przed lustrem i powiedzieć sobie wprost: "jestem kurwa łysy (albo siwy). ja to wiem i wszyscy dookoła też. pora przestać odpierdalać". i ciach za maszynkę by uśmiercić zaczes, ciach łeb pofarbowany do wybielacza czy innego szuwaksu. darek szpakowski to pojął, krzysiek cugowski i reszta cichociemnych jegomościów pojmie i odmieni się ich życie. a odmieni się na lepsze, bo przynajmniej będą mogli w spokoju pijąc piwko i oglądając pajaców w telewizji krzyknąć: "ogol się pajacu i przestań w końcu odpierdalać!".

potem nastąpił kryzys paliwowy, czyli gaz przestał chcieć płynąć rurą.

nazajutrz przed podróżą, gdy już ciało me doszło do jakotakości poczuliśmy głód. będąc w stolicy podlasia nie zjeść kiszki ziemniaczanej w budce na peronie byłoby grzechem. choćby rozwolnienie, ekstatyczna womitacja i drgawki. w budce zostałem świadkiem zderzenia kultury zachodniej z bizantyjską. pani bufetowa zagadywała młodego podróżnego:
- a pan skąd?
- ooo, z daleka. z samej stolicy.
- ooo, ze stolicy?
- no, trochę spod.
rozejrzałem się, czy aby nie wtargnąłem na plan zdjęciowy kontynuacji "profesora tutki", czy innego filmu z epoki, gdzie takie dialogi mogłyby mieć miejsce. żadnych kamer, świateł, klapsów i inspicjentów jednak nie zauważyłem. stuprocentowa rzeczywistość analogowa.
- a kiszki pan próbował?
- nawet nie wiem co to.
- patrz marzena, pan spod stolicy a kiszki nie próbował.
- a co ty się tak dziwisz halina? ja kiedyś ze znajomym z krakowa przez komórkę gadałam i on się pyta co ja robię, a ja że kiszkę, a on na to że co, a ja że kiszkę robię ziemniaczaną i on nie wiedział co to.

i tak to właśnie marzena z haliną doznały iluminacji, że dla tych "zza buga" to właśnie one są "zza buga".

jako że do takiego wniosku doszedłem trochę wcześniej, skonstatowałem jedynie, że kiszka ziemniaczana z mikrofali, to jak kiełbasa z dystrybutora, czyli nie za bardzo.
środa, 15 września 2010, krwawy.trzmiel
Udostępnij

Polecane wpisy

Udostępnij