Blog > Komentarze do wpisu
ŚLUB


osiem dni, a opowieści na długie zimowe wieczory przez wiele lat. najpierw wspominany już koncert electric wizard.

podróż cudowna, podróż niezwykła. tlk i bilet podróżnika kontra podróż z kibicami jagiellonii, podróż szaleńcza, podróż praktycznie w ogóle nie opóźniona, bo co to jest te pół godzinki? to przecież zaledwie dwadzieścia dziewięć i pół minuty więcej niż średnie roczne opóźnienie pociągu japońskiego. tyle co nic. w drodze na koncert przygód brak. jechaliśmy w wesołym przedziale ze starszymi państwem sztuk cztery, z czego jeden dziadoszek po ruszeniu pociągu odszpuntował piweczko i tak leciał do samego wrocławia. my, niczem pensjonarki, nieśmiało sączyliśmy drinki od jacusia daniela.
nie ma co opowiadać koncertu. kto lubi klimaty a nie był - ma czego żałować. i tyle. ok, muszę napisać, że była masakraaaaaa! a scena w firleju to jakieś kuriozum, wydaje się być usytuowana niżej niż miejsce dla publiczności. kto miał mniej niż trzy metry wzrostu mógł niczego nie zobaczyć. na szczęście mam trzy dwadzieścia i raz nawet widziałem pałeczkę perkusisty.
wrocław odebrałem tak se. nigdy wcześniej stopa ma nie dotknęła wrocławskiej gleby, oglądałem to miasto zza szyby samochodu ze dwa razy może. teraz coś tam pochodziłem od dworca wkoło starego miasta. bez przesady, bo nie było ani czasu, ani siły. zapewne z odpowiednim przewodnikiem skapnęłoby mi z tego szlajania się więcej. jedno jednak trzeba podkreślić - barówy prezentują poziom światowy. dobijaliśmy się w "niebie" i było zawodowo. nie wiem, czy codziennie ludki tam tańcują na barze w rytmy sympatyczne typu iggy pop und pokrewne, ale wtedy tańcowały, piwsko się lało, strumień jego łączył się z kaskadami potu spływającego po ścianach, a wszystek był zadowolony i na mordzie uśmiechnięty. tak, jak na normalnym świecie to bywa.

potem drałowanie na stacyjkę w stanie dość umiętym. odnaleźliśmy peron i biegniemy do wagonu, gdy wtem drogę zastępują mi policmajstrzy sztuk dwie. wychudzone, blade na ryjku, oczka podkrążone, przekrwione - dobra wróżba to nie była. zaczęło się udowadnianie, kto jest szefuńkiem, a kto śmieciuńkiem, który dopuścił się zbrodni palenia tytoniu w miejscu niedozwolonym. gdy grzecznie spytałem, czy panowie jaja sobie robią, jeden z panów powiedział beznamiętnie, że czuje ode mnie woń alkoholu i mógłby mnie z dziką rozkoszą zaprosić na małe tete a tete na dołeczek, gdzie opowiedzielibyśmy sobie o sobie. grzecznie podziękowałem, gdyż pan był niemiły, dodatkowo nie wyglądał na fana electric wizard, więc to, co o sobie mógłby mi opowiedzieć raczej by mnie nie zainteresowało. wysłuchałem kilku mądrości, szkoda że nie miałem notesu, mądre rzeczy tak szybko ulatują w stratosferę, a potem pozwolono mi łaskawie oddalić się do wagonu. gdy ruszaliśmy z peronu, jeden z towarzyszy podróży, ku ogólnej panice, zaczął lżyć policmajstrów przez okno nie przebierając w słowach i gestach. spociliśmy się ostatni raz tej nocy, po czym zapadliśmy w sen twardy jako diament najprawdziwszy.
warszawa powitała nas bez entuzjazmu - deszczem i solą w oczy. nastąpiło właśnie spektakularne załamanie pogody, które zwiastowało cudowną majówkę w mym rodzinnym podlaskim miasteczku.

tam, z przyszłą wtedy jeszcze żoną, spędziliśmy dni kilka kisząc się w domu, bo pizgawica i deszcze mówiły wprost, że nasze wiosenne łaszki nie mają z nimi żadnych szans. paśliśmy się w domu mym rodzinnym, jak tuczne gąski, trzy razy dziennie, bardzo metodycznie, skrupulatnie przestrzegając pór wydawania posiłków. grubsi ruszyliśmy do lublina by dopinać swą malutką cywilną ceremonię połączoną z obiadem dla najbliższych. zdechłbym z wycieńczenia, gdybyśmy mieli huczne weselisko, to pewne. tu niby nic takiego, a jebitwa była przeokrutna.

nadszedł dzień próby, aura potraktowała nas po królewsku - tak jak u williama i kate przestało lać, wyszło słońce i ociepliło się na tyle, że można było bez żenady pocinać w samym garniaku nie szczękając szkliwem. ceremoniał krótki acz treściwy. w dziewięciu minutach zawarto esencję wszystkich kościelnych kazań. szanujta się, kochajta, wspierajta i jakoś to przetrzymata do emerytury. wszystko na bardzo serio i z powagą, więc uroczyście. potem do podpisu, fingle na paluszki i o. zostałem mężem. nawet krakowiaki z "misia" nie wyleciały, tymbardziej żadnych fanfar ni czegokolwiek. przyjąłem to na klatę, jak gladiator. żona powtarzając za panem kierownikiem urzędu zapomniała, jak się nazywam, a ja bez potknięcia, bez błędu, bez pudła. i bez zająknięcia! no...

potem obiad dla rodziny. bardzo sympatycznie, jedzenie bardzo dobre, wszystko tanio i w przemiłych okolicznościach przyrody, czyli w dawnej siedzibie komendanta obozu na majdanku. lepiej bym tego nie wymyślił! jedzenia została cała furmanka, więc załadowaliśmy, zaprzęgliśmy siwka i jedzonko na party młodzieżowe przytargaliśmy.

party młodzieżowe jeńców już nie brało. alkohole, papierosy, zimne soki i erosy. dawno nie widziani znajomi, śledzie, browar do oporu - ładnie się bawiliśmy. o trzeciej dotarliśmy do domu, nasłałem policję na sąsiada, który puszczał całą noc vivaldiego na cały regulator, a następnie prąd został mi odłączony i więcej grzechów nie pamiętam. obudziłem się w małżeństwie i tak trwam do dziś!
niedziela, 08 maja 2011, krwawy.trzmiel
Udostępnij

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ewa, *.ssp.dialog.net.pl
2011/05/13 14:43:04
1. gratuluje :)
2. w niebie zawsze sie dzialo, a ze teraz sie dzieje wiem tylko z doniesien (np twoich ;))
3. zycie imprezowe wroclawia jest bardzo bujne i wielowymiarowe
4. wroclaw jest bardzo nierowny - piekny i paskudny jednoczesnie, ale zabralabym sie w pare CUDOWNYCH miejsc, gdyby kiedykolwiek zaistniala taka mozliwosc
5. nie zaluje swojego odpicowanego na wysoki polysk wesele (wybor seniorow w sumie), ale takie klimaty, jak piszesz zawsze wyzwalaja we mnie sentymentalny wzdech. na dniach bedziemy uczestwniczyc w weselu na stateczku, ktory bedzie plywal po wroclawskiej oderce od 21 do 3 :) to tez moze byc fajne.
6. jeszcze raz gratuluje.
-
2011/05/13 23:43:17
dzięki. wesele na statku - bomba. jeszcze żeby tym ślubu udzielał, albo drogę na ostrołękę, żeby było widać. sam statek w sumie też wystarczy. dzięki raz jeszcze.
-
2011/05/24 15:12:38
No gratulacje! Nie stresuj się, małżeństwo jest fajne;)
-
2011/05/25 10:59:30
behehehe. wiesz, że z ust kobiety to brzmi dla mnie jak zwiastun zagłady? :D
Udostępnij