Blog > Komentarze do wpisu
CZY NIE DOBIJA PANA TA MUZA?

w związku z robotą, muszę przyglądać się z bliska wakacyjnemu cyklowi pod wdzięczną nazwą "letnie milongi". polega on na tym, że zbieranina domorosłych tancerzy przez trzy godziny szura mi po scenie w takt argentyńskich empetrójek nikczemnej jakości. jest to niby tango, ale powiem wam w tajemnicy, że niewidomy al pacino w parze z manekinem, zamiótłby wszystkich uczestników pod dywan i nawet by tego nie zauważył. on dodatkowo pewnie nie spędził połowy życia ucząc się kroków. może sekret tkwi w poziomie nauczyciela. nie wiem, nie znam się.

siedzę sobie ze wzrokiem wbitym w drewnianą podłogę sceny, w myślach lecą mantry przyśpieszające upływ czasu. wszystko na nic. podchodzi organizator, spocony jak wieprzek i, by zagaić, pyta czy nie dobija mnie ta muza. a może, z racji pracy, już się po prostu uodporniłem? jaka, kurwa, muza? człowieku, powiadam sobie w duchu, w piątki mam te wasze tanga, w soboty trzy godziny z chopinem (co tydzień te same kawałki, które powtarzają się nawet jednego dnia), w czwartki koncerty zespołów, które najchętniej zakopałbym łopatą pod płotem. dodatkowo raz na pół roku jest kilkudniowy masochistyczny maraton pod tytułem "wszystkie mazurki świata", gdzie zespoły ludowe z całego kraju, bez snu, napitku ni jedzenia katują rzeczone mazurki z zaciekłością stalina. jednym ciągiem. przez pięć dni. bezwzględni artyści pokroju pana henryka (lat sto dziewięćdziesiąt trzy), który piłuje skrzypeckami w górę i w dół, gdy tylko dostanie je do ręki, a przestaje, gdy mu się je wyrwie siłą. inni korzystają z przerw na kawę, czy papierosa, a pan henryk sieje zniszczenie bez ustanku, sam jeden na scenie. niepokonany. oprócz tego mamy przeglądy dla uczniów szkół muzycznych, popisy samozwańczych mistrzów didżeingu, przaśnych hiphopowców, kartoflanych dżezmenów, pretensjonalnych wokalistów sołlowych (bo na pewno nie soulowych) i tak dalej i dalej, aż zamknie się okrągły rok. 

tak więc nie, "ta muza" mnie nie dobija. mam ją głęboko w dupie, gdyż tak naprawdę w ogóle mnie tu nie ma (sztuczka jedi) i tylko równo o dwudziestej drugiej pojawiam się na powrót, by zakończyć wam imprezę, posprzątać po was, zwinąć sprzęt i pojechać do domu.
sobota, 06 sierpnia 2011, krwawy.trzmiel
Tagi: kultura myzyka
Udostępnij

Polecane wpisy

Komentarze
2011/08/09 13:24:50
Muszę ci powiedzieć, że uwielbiam twój styl pisania. Eeem... chyba już to mówiłam. W każdym razie, o czym byś nie pisał, piszesz genialnie i z odpowiednią dozą ironii.
-
Gość: tension, *.tsm.tarnobrzeg.pl
2011/08/19 01:29:38
tak tak. there is no spoon.
Udostępnij